Pokazywanie postów oznaczonych etykietą News. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą News. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 czerwca 2013

MIstrzostwa  Śląska w Kolarstwie Górskim Amtorów - Radzionków 02.06.2013r

MISTRZOSTWA  ŚLĄSKA W KOLARSTWIE GÓRSKIM AMATORÓW FAMILY CUP 2013

Czerwiec  dla naszej grupy zapowiada się bardzo pracowitym miesiącem w którym prawdopodobnie uda się zaliczyć co tydzień start w zawodach.

2 czerwca 2013 wystartowaliśmy z Krzyśkiem w Mistrzostwach województwa śląskiego które odbyły w Radzionkowie. Dwa dni wcześniej udaliśmy się z Krzyśkiem na trening  aby dokładnie zapoznać się z trasą oraz przejechać kilka okrążeni w możliwie wysokim tempie.  Trasa identyczna jak w zeszłym roku co wcale nie oznaczało że pokonanie dziesięciu okrążeni  niespełna 2 km trasy będzie łatwe, lekkie i przyjemne a padający całą sobotę deszcz jeszcze bardziej utrudnił walkę na trasie.

W dzień startu  pogoda piękna słoneczko ale nie upalnie zabraliśmy wiec rodziny aby wspólnie spędzić ten dzień.  W grupie rywalizowaliśmy z 38 zawodnikami i razem z Krzyśkiem od początku trzymaliśmy się razem, niestety moja dyspozycja pozwoliła  mi utrzymać zdecydowanie wyższe tempo Krzyśka tylko przez nieco ponad jedno okrążenie, każde następne okrążenie musiałem pokonywać już zdany tylko na siebie.  

Przed startem założyłem że połowa stawki będzie dla mnie zadowalająca i można powiedzieć że udało się to zrealizować, a fakt że na ostatnim swoim okrążeniu ( ósmym z dziesięciu ) zostałem zdublowany przez Krzyśka sprawia że moja motywacja do treningów rośnie.

Pozytywy to na pewno przejechanie nie licząc pierwszego okrążenia wszystkich podjazdów a zwłaszcza tzw toru saneczkowego , oraz poprawa swojego pulsu średni 172 max 182. Będzie co poprawiać za rok.

Wyniki:
Krzysiek  10 m M2
Jarek  22 m M2


Pozdrawiam Jarek


wtorek, 21 maja 2013

Sprint na Orientację – Warszawa – 15.05.2013 r.



Po debiucie w biegach na orientację (relacja tutaj http://icebiketeam.blogspot.com/2013/05/iv-rajd-na-orientacje-orientuj-sie.html) przyszedł czas na próbę sił w sprintach na orientację.



Wybrałem zawody organizowane cyklicznie przez UNTS Warszawa (http://unts.waw.pl). Druga edycja w/w zawodów przypadała akurat nieopodal mojego miejsca zamieszkania czyli na osiedlu Górczewska.

Po wcześniejszej internetowej rejestracji i opłacie startowego (jedyne 15 zł plus 3 zł za elektroniczny czip, służący do potwierdzania swojej obecności przy punkcie kontrolnym) w dniu zawodów wystarczyło jedynie zgłosić się do biura zawodów i potwierdzić swoje uczestnictwo.

Do wyboru były trzy warianty trasy od najkrótszej „Początkujący” liczącej ok. 2.3 km i 12 punktów kontrolnych, trasy „Zuchwali” ok. 4.4 km i 20 punktów kontrolnych oraz trasy „Profesjonaliści” liczącej około 5.2 km gdzie do zaliczenia było 23 punktów kontrolnych. Była również przygotowana trasa dla dzieciaków.

W zawodach zawodnicy z danej grupy startują w odstępach minutowych. Po wystartowaniu dostajemy mapę i od tej pory zaczyna się nasza walka z czasem.

Na starcie melduje się blisko 200 zawodników. W biurze zawodów wszystko idzie bardzo sprawnie. Po odbiorze czipa przechadzam się w okolicach startu. Podchodzę do jednego z organizatorów, który właśnie tłumaczył zawodnikowi jak powinno się orientować na mapie, jak wyglądają zasady, punktacja itp. Jak widać kolega też pierwszy raz startował w tego typu zawodach. Później trochę rozmawiamy, okazuje się że jest to zawodnik klubu triathlonowego WTT Warszawa. Potem dołącza do naszej pogawędki znany triathlonowiec Piotr Kober, który opowiada nam trochę o niedawno wydanej swojej książce nt. technik i treningu pływania. W tak miłej atmosferze mija nam czas do startu (mój wyznaczony na 19:15).

Na dwie minuty przed startem należy wejść do strefy startowej, „zresetować” swojego czipa, na minutę do startu ustawiamy się na linii startowej. Przy starcie ustawiony jest elektroniczny zegar (coś jak na cza sówkach w kolarstwie) więc dokładnie wiem kiedy będzie mój start. Potem odliczanie, start, odbiór mapy i od tej pory już tylko walka z czasem.

Niestety, jako że po raz pierwszy mam w ręku tego typu mapę (poniżej zdjęcie) nie do końca jestem w stanie zorientować się co i jak jest na niej pooznaczane. Biegamy po terenie blokowiska, więc niby łatwiej jest się zorientować choćby bo blokach, jednak dla mnie jest to dość spore wyzwanie. Powoli jednak się rozkręcam. Teoretycznie można podczepić się pod jakiegoś zawodnika i za nim pokonywać trasę zawodów, o ile jest się w stanie wytrzymać jego tempo biegu, jednak dla mnie w tym dniu było nauczenie się jak orientować taką mapę, jak znajdywać punkty kontrolne, więc powoli sam przemieszczałem się od punktu do punktu. Zdarzyło mi się raz zabłądzić. Dwa razy przestrzeliłem punkt kontrolny i musiałem wracać. Jednak z punktu na punkt coraz lepiej wychodziła mi orientacja. Trudno opisać coś więcej z samej trasy, 23 punkty kontrolne do odnalezienia w tak krótkim czasie i na tak niewielkich odległościach, sprawia, że nie ma tutaj nudy, cały czas coś się dzieje. Cały czas trzeba być na maksa skoncentrowanym i dodatkowo starać się w miarę szybko biec. O potrzeba do tego dużo doświadczenia żeby być szybkim przede wszystkim w orientacji w terenie.

Udaje mi się zaliczyć wszystkie punkty bez pomyłek. Czas jaki uzyskałem czyli 42 minuty odbiega daleko od standardów :) Najlepszy tego dnia na mojej trasie zawodnik (nie byle jaki bo Mistrz Europy!!!) wszystkie punkty zaliczył w niecałe 20 minut.

Po dobiegnięciu do mety czuje się naprawdę zmęczony, niby prosto, tylko po osiedlu ale jednak można naprawdę się zmęczyć. Na mecie dostajemy wodę i przekąskę. W biurze zawodów oddaje czipa i dostaję informacje nt. mojego czasu. Generalnie jestem na szarym końcu (63 miejsce) wyprzedzając zaledwie kilku zawodników. Jednak to wcale mnie nie zniechęca, wręcz przeciwnie, już nie mogę doczekać się kolejnych edycji.

Teraz pozostaje tylko wziąć mapę do ręki i pobiegać z nią trochę w celu nauki orientacji. W następnych zawodach będzie lepiej :)
 









poniedziałek, 6 maja 2013

IV Rajd na orientację "Orientuj się!"



Razem z synem postanowiliśmy spróbować szczęścia w rajdzie na orientację.
Rajd organizowany przez znajomych z Rowerowej Norki http://rno.rowerowanorka.pl/.

Wybieramy trasę pieszą, która ma liczyć ok. 7 km. Do wyboru jest jeszcze trasa dla rowerzystów o długości ok. 17 km.

Zarejestrowaliśmy się przez Internet więc w dniu startu zgłaszamy się do biura zawodów po odbiór pakietów startowych m.in.: numer i karta PK. Nam w oko wpadają wypasione plakietki KORNO, które od razu przyczepiamy w widocznych miejscach – małe a jak cieszy :-)

Przed rozpoczęciem rajdu, organizatorzy czyli Monika i Tomek prowadzą krótką acz treściwą prezentację nt. rajdów. W jej trakcie poznajemy kilka podstawowych terminów jak chodźmy co to jest punkt kontrolny, punkt stowarzyszony, lampion czy w końcu jakie są zasady punktacji, oznaczenia na mapie itp. Cenne wskazów, szczególnie dla nas nowicjuszy w tego typu zawodach.

Słuchając wykładu coraz bardziej się nakręcamy żeby już wystartować i móc zastosować poznane terminy i zasady w praktyce.

Pomimo fatalnej dość pogody na starcie zgłasza się sporo chętny do udziału w zawodach. W większości to osoby na rowerach, ale i nasze grupy są dość liczne, nasze czyli moja – mężczyzn i syna – kategoria junior.

Po zakończeniu wykładu dostajemy mapy i tutaj moje zaskoczenie, spodziewałem się jakiś kserówek biało-czarnych, a dostajemy wypasione kolorowe mapy – pełny profesjonalizmy !!!! Jak by to powiedział pewien znany kulturysta – NIE MA LIPY.

Na mapach zaznaczone 14 punktów kontrolnych. Wszystkie czternaście zaliczyć muszą rowerzyści. My mamy do zaliczenia tylko albo aż 7. Jak się potem okazało, po dotarciu już na metę, że zaliczenie tych siedmiu punktów w dobrym czasie mocno nas zmęczyło.

Po zapoznaniu się z mapami startujemy, mamy dokładnie dwie godziny czasu – taki limit ustalają organizatorzy.

Analizując mapę, stwierdzamy z synem, że obieramy kierunek szukania punktów kontrolnych zgodny z ruchem wskazówek zegara, jednak punkty położone najbliżej bazy postanawiamy zaliczać na końcu.
Okazuje się, że ten kierunek obrało mniej osób więc jest luźno i nie musimy lecieć w peletonie :-)
Tuż obok bazy rajdu, przy mostku mamy pierwszy punkt. Mieliśmy go robić na końcu ale jak już jest po drodze to spisujemy jego kod na karty kontrolne i lecimy dalej. Dawid nadaje rytm, ku mojemu zdziwieniu od razu szybko biegnie. Przed nami dwie dziewczyny – to ekipa Marsjanek. Są spory kawałek przed nami ale tym sposobem drugi punkt przy krzyżu łatwiej namierzamy.

Kolejne punkty są usytuowane w okolicach mola na Pogorii III. Wiem, że można tam dostać się polami, mocno oszczędzając na czasie. Marsjanki mają ten sam plan. Widzimy je w oddali przed nami. Czujemy, że będzie z nimi ostra walka, co mocno zagrzewa nas do boju J Przeprawiając się przez pola dziewczyny jednak przekombinowały. Zamiast trzymać się ścieżki chyba postanowił jeszcze bardziej skrócić trasę. Niestety trafiły na ogrodzenia terenów PKP, co je spowolniło, przez co w pewnym momencie je wyprzedziliśmy. I tak już zostało do końca J Przeprawa polami kosztuje mnie brodzenie w podmokłych terenach gdzie wody mam po kostki. Dawid ma kalosze więc jest w bardziej komfortowej sytuacji. Ale zabawę i tak mamy przednią. Jak już zalałem buty to potem nie omijałem żadnych kałuż, po prostu jak czołg T27 prosto do celu. Następne punkty idą dość sprawnie. Najpierw słupek na zakręcie rzeki, gdzie Dawid wykazuje się sokolim wzrokiem i z drugiego brzegu rzeki odczytuje kod punktu kontrolnego. Gdyby nie on to pewnie zaliczył bym przedzieranie się przez rzeczkę wpław – syn jednak oszczędził ojca :-)

Potem wieża na molo i lecimy do pomnika, który jest jednocześnie najdalej oddalonym punktem kontrolnym do zaliczenia. Po drodze mija nas, jak się okazało zwycięzca zawodów w kategorii pieszej mężczyzn. Oj, miał on ogromną przewagę nad nami. Jednak my lecimy dalej. Zaliczamy pomnik i wracamy już w okolice Zielonej, gdzie zostały nam do odszukania już tylko dwa punkty. Mocno ścinamy trasę polami, dzięki czemu zyskujemy kolejne cenne minuty. Po drodze rozbieramy się, jest nam gorąco, a chodzenie po podmokłych terenach dodatkowo wysysa z nas resztki energii.

Po drodze mijamy kolejnych zawodników rywalizujących na trasie pieszej. Jednak ku naszemu zdziwieniu nie zmierzają oni już w stronę bazy tylko biegną szukać słupka przy rzece. Widzimy jeszcze w oddali sylwetki osób w pośpiechu buszujących po krzakach :-)

Na Zielonej biegniemy do stawu. I tutaj trafiamy na punkt stowarzyszony (czyli zmyłkowy). Mamy kompas więc wiemy, który lampion jest właściwy (południowy). Potem fontanna i ostatni punkt kontrolny. Teraz z uśmiechem na twarzy lecimy do bazy. W bramie spotykamy jednego z zawodników, który ukończył już zawody. Krzyczy do nas, że właśnie biegniemy po podium J Stawiamy się w biurze zawodów. Monika sprawdza nasze karty i stwierdza, że wszystkie punkty są spisane poprawnie co wprawie nas w mały szał radości.

Okazało się, że przybyliśmy jako trzeci do bazy. Zaliczenie wszystkich punktów zajęło na 52 minut.

Do końca nie jesteśmy jednak pewni swoich miejsc i jak zostaniemy sklasyfikowani. W między czasie, czekając na przybycie wszystkich uczestników zawodów udajemy się na grila i pieczemy kiełbaski.

Potem już tylko ogłoszenie wyników no i nasza ogromna radość. Dawid wygrywa w kategorii junior a ja jestem w swojej kategorii trzeci. Dostajemy puchary i medale. Potem jeszcze losowanie upominków i wspólne pamiątkowe zdjęcia.

Jednym słowem – super impreza, świetna zabawa. Obiecujemy sobie, że to nie ostatnie nasze zawody na orientacje.


Poniżej zdjęcia wykonane przez organizatorów:






wtorek, 12 lutego 2013

II Walentynkowy Bieg - Pogoria - 10.02.2013 r. - 6 km.

Tym razem przyszedł czas na start na dystansie krótkim czyli 6 km.
Bieg organizowało Stowarzyszenie Bogoria Biega http://www.pogoriabiega.pl/.

Bieg cieszy się dużym zainteresowaniem. Na ponad godzinę przed startem ciężko zaparkować. Organizatorzy jednak sprawnie kierują ruchem i po chwili oczekiwania zostaje przydzielone mi miejsce parkingowe. Rejestracja wyglądała dość dziwnie. Bo Ci, którzy opłacili start poprzez internet stali w bardzo długiej kolejce. Natomiast pozostali, w tym ja, kierowani byli do oddzielnych stanowisk, gdzie proces opłaty i pobrania numeru trwał może z pięć minut. Opłacało się nie płacić wcześniej :)

Potem rozgrzewka. W okolicach startu o 11:30 rozpoczęła się ogólna rozgrzewka dla startujących. W rytmie muzyki wszyscy chętni rozgrzewali się, jedni stosując proponowane ćwiczenia rozciągające a inni po prostu tańczyli. Generalnie atmosfera super.

Potem jeszcze krótkie przemówienie Prezydenta Dąbrowy Górniczej i start.

Dystans krótki więc cały czas bieg na maksa. Trzeba było uważać, gdyż w wielu miejscach trasa była oblodzona i można było łatwo wywinąć popularnego orła.

Niestety znów nie do końca dobrze się rozgrzałem i ponownie walczyłem na trasie z bólem mięśni piszczelowych. Musze nad tym jeszcze sporo popracować. Dlatego bieg już od początku przerodził się z walką z bólem. Kilometry mijały bardzo powoli. A ja momentami wręcz człapałem żeby jakoś zaradzić problemom.

Na mecie pojawiłem się po 31 minutach i jednej sekundzie, co jednocześnie jest moim najlepszym jak do tej pory czasem na 6 km.

Od razu do auta, przebrałem się i udałem na poczęstunek - pączek i gorąca kawa.

Impreza bardzo udana, dobra organizacja, świetna atmosfera.

Wynik: 31:01
Miejsce: 99/185


piątek, 24 lutego 2012

Wywiad - Maciej Dombrowski.

Foto: archiwum zawodnika
Maciej Dombrowski – m.in. zwycięzca klasyfikacji generalnej Pucharu Europy Centralnej w 2011 r. , vice Mistrz Polski MTB AZS w jeździe indywidualnej na czas, drugi Vice Mistrz Polski MTB AZS w wyścigu ze startu wspólnego.

W sezonie 2012 reprezentant norweskiej grupy zawodowej Toyota Fuji Team.

Zadaliśmy Maćkowi kilka pytań.





ICE: Pierwsze starty w sezonie coraz bliżej. Jak wyglądają obecnie Twoje przygotowania ?

Maciej: Obecnie przebywam na zgrupowaniu w Hiszpanii, gdzie razem z teamem skupiamy się przede wszystkim na długich treningach  tlenowych i wytrzymałościowych na rowerze. Jednak jest to już końcówka lutego więc treningi te  uzupełniamy elementami siły.

ICE: W tym roku będziesz ścigał się w barwach norweskiej ekipy Toyota Fuji Team. Jak czujesz się w nowej ekipie ?

Maciej: Tak naprawdę dopiero teraz na zgrupowaniu poznałem cały zespół i muszę powiedzieć, że jestem bardzo miło zaskoczony tym, w jaki sposób nas przyjęli. Norwedzy są pozytywnie do nas nastawieni, a treningi i przebywanie z nimi to czysta przyjemność.

ICE: Od niedawna rozpocząłeś współpracę z trenerem Jakubem Pieniążkiem.
Czy możesz napisać pierwsze wrażenia ? Do tej pory przygotowywałeś się sam ?

Maciej: Dotychczas przygotowywałem się sam na własną rękę, a od czasu do czasu radziłem się starszego kolegi Bogdana Czarnoty, gdy miałem jakieś wątpliwości. Z Kubą przygotowuję się od początku roku i już mogę stwierdzić, że współpraca z nim na pewno mi służy, a treningi są bardzo urozmaicone i ciekawe. Kuba posiada dużą wiedzę na temat treningów z wykorzystaniem pomiaru mocy.  Z perspektywy czasu uważam, że konsultacja z wykwalifikowanym trenerem wychodzi na plus.

ICE: Czy znasz już terminy pierwszych startów, gdzie będziemy mogli Cię zobaczyć w akcji ?

Maciej: W trakcie zgrupowania w Danii, na którym będziemy kształcić umiejętności techniczne, wystartujemy w wyścigu kategorii UCI- Puchar Danii. Będzie miało to miejsce 1 kwietnia. Kolejnym startem będzie pierwsza edycja Pucharu Norwegii MTB, drugiej kategorii UCI . Jeżeli chodzi o pierwszy start w Polsce to w planach mamy wyścig organizowanym przez Marka Konwę, będzie to też wyścig kategorii UCI i odbędzie się 3 maja w Zielonej Górze. Jedyny fakt, który mnie martwi to to, że na MP w Kielcach punktacja z wyścigów UCI nie będzie brana pod uwagę, tak jak to było w przypadku Marka Galińskiego na ubiegłorocznych Mistrzostwach. Mam nadzieję, że Polski Związek Kolarski weźmie pod uwagę fakt, że wyścigi organizowanie przez UCI nie są mniej ważne niż te, które są w kalendarzu PZKol, i mam nadzieję, że zostanie doliczona punktacja za wyścigi  zagraniczne.

ICE: Dziękuję za udzielenie odpowiedzi.
Maciej: Dziękuję i pozdrawiam.

piątek, 10 lutego 2012

Dwuetapówka Pilica – Warta 2012.

UWAGA: Zawody odwołane !!!

W kalendarzu pojawiła się nowa impreza a dokładnie dwuetapowy maraton  rowerowy Pilica – Warta 2012. Jako, że na naszym podwórku mało jest zawodów etapowych, wszyscy Ci którzy lubują się w tego typu wyzwaniach na pewno powinny zainteresować się tym wydarzeniem. Jest to również świetna okazja dla tych, którzy chcieli by się sprawdzić w wyścigu etapowym.




Baza Maratonu mieścić się będzie w ośrodku wypoczynkowo – szkoleniowym Dolina Warty w Szczepocicach Rządowych k/Radomska.

Obydwa etapy zapowiadają się obiecująco. Etap I na trasie Przedbórz – Szczepocice Rządowe będzie liczył 112 km, natomiast etap II Działoszyn - Szczepocice Rządowe 115 km. Jak widać dystanse iść maratońskie. Organizatorzy zapowiadają, iż płasko nie będzie więc na pewno będzie ciekawie.
 
Na trasach mają być zlokalizowane po cztery punkty żywieniowe i sześć punktów kontrolnych. Na  obu trasach nad bezpieczeństwem i zdrowiem uczestników czuwać będzie specjalna grupa ratunkowa, przeszkolona i wyposażona w sprzęt do udzielania pierwszej pomocy. W bazie maratonu znajdować się będzie również aleja serwisowa.

Nad elektronicznym pomiarem czasów i klasyfikacją maratonu czuwać ma firma TIMEPRO.

Wszyscy zawodnicy , którzy pokonają całą trasę maratonu otrzymają pamiątkowe medale wybite specjalnie z tej okazji. Najlepsi  zostaną  nagrodzeni  pucharami  oraz  nagrodami  rzeczowymi.

Organizatorzy planują trzy edycję maratonu:

I   Edycja – 14/15 kwietnia 2012;
II  Edycja – 23/24 czerwca 2012;
III  Edycja – 29/30 września 2012;

Baza maratonu, która znajdować się będzie w ośrodku wypoczynkowo – szkoleniowym Dolina Warty w Szczepocicach Rządowych oferuje dla przyjezdnych zawodników miejsca noclegowe w pokojach 1,2,3 osobowych z łazienkami i TV w cenie 40 zł od osoby oraz całodniowe wyżywienie w cenie 45 zł. 

- Skąd pomysł na taką imprezę ? - zapytaliśmy organizatora Artura Kwiatkowskiego.
A.K.: W latach 2002-2004 w Radomsku organizowałem rowerowe imprezy lokalne m.in. I radomszczańską majówkę rowerową. To był 65 km maratonik na trasie Radomsko - Żytno - Radomsko. Wygrał wtedy Krzysiek Pruciak z Bytomia. Potem życie rzuciło mnie na sześć lat do UK, gdzie też nie rozstawałem się z rowerem (Peak District to wymagający teren). Po powrocie zostałem managerem OWS Dolina Warty w Szczepocicach i od początku kombinuję jak wypromować tereny nad Wartą i Pilicą jako znakomite trasy treningowe i turystyczne dla wszelkiej maści rowerowych maniaków. Stąd pomysł imprezy, która miałaby mniej lokalny charakter, a bardziej promowałaby nasz teren np. na Śląsku  czy w Łodzi jako znakomite miejsce weekendowych wypadów rowerowych. A poza tym wszystkim adrenalina organizatora jest nieporównywalnie większa niż zawodnika startującego w maratonie.

- Przygotowano długie dystanse na obydwu etapach, czym kierowano się przy doborze tras ?
A.K.: Przez lata ja i moi przyjaciele z www.rowerowo.pl objeżdżaliśmy tereny wokół Radomska poszukując ciekawych miejsc i piękna przyrody. Trasy tegorocznej imprezy to wynik tych poszukiwań i moich indywidualnych zapatrywań na w miarę ostre ściganie. Trasy w centrum kraju z natury rzeczy są szybkie choć nie brakuje na nich momentów ekstremalnych. Wierzę, że nawet dla wytrawnych bywalców różnych maratonów,  nasz też będzie przygodą i pozostanie na długo w pamięci. Skąd takie dystanse? Stąd, że chcę uczestnikom imprezy pokazać ten region jako idealne miejsce na rowerową przygodę. Trasy obu etapów prowadzą więc po najpiękniejszych,  a zarazem wymagających ścieżkach doliny Warty i Pilicy. Był jeszcze pomysł zrobienia megamaratonu Działoszyn - Przedbórz z trasą ok. 200 km ale daliśmy spokój... może kiedyś do tego wrócimy. Wiem stówa to jest już wyzwanie. No ale przecież o to chodzi... żeby na mecie było o czym pogadać.

Jak widać zapowiadają się bardzo ciekawe zawody. Trzymamy kciuki żeby udało się wszystko zorganizować według planu i do zobaczenia na trasie.

Więcej informacji, regulamin oraz formularz zgłoszeniowy znajdziecie na stronie organizatora.


piątek, 3 lutego 2012

Wywiad – Paula Gorycka.

Paula Gorycka - m.in. brązowa medalistka mistrzostw świata cross-country (XC) w 2010 (kategoria U-23), medalistka Mistrzostw Polski, a od niedawna również liderka nowo powstałego teamu 4F e-Vive Racing Team. 

Zadaliśmy Pauli kilka pytań, zapraszamy do lektury.












Foto: PAP/Bartłomiej Zborowski


ICE: W nowym teamie jesteś liderką zespołu, to na pewno mocno motywuje ale jest to też bardzo odpowiedzialna rola, jak się czujesz w tej nowej sytuacji ?

Paula: Nie czuję dodatkowej presji związanej z określeniem „liderka zespołu”. Motywację do ciężkiej pracy zawsze miałam dużą i to się nie zmieniło. Koncentruję się na realizacji treningów, które mają mnie doprowadzić do osiągnięcia najwyższych celów. Niezależnie od tego czy byłabym w zespole najmłodsza (tak jak było do tej pory), czy też, tak jak teraz, jestem najstarsza – cele mam zawsze ambitne i skupiam się na nich, a nie na określeniu mojej roli w drużynie. Mam nadzieję, że cała ekipa będzie się dobrze prezentowała podczas nadchodzącego sezonu i że nie zawiedziemy oczekiwań kibiców.

ICE: Przygotowania do sezonu idą pełną parą, czy wszystko idzie zgodnie z planem ?

Paula: Przygotowania rozpoczęłam jak co roku 1 grudnia. Najpierw były to treningi w domu, a od połowy stycznia zaczęłam też wyjazdy na zgrupowania. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem, który wyznaczyliśmy sobie z trenerem. Zdrowie dopisuje, a wyniki badań wydolnościowych pokazują, że forma jest dobra.

ICE: Czy możesz zdradzić jak wyglądają obecnie twoje treningi - rower, narty, siłownia ... ?

Paula: Teraz jestem na drugim zgrupowaniu zimowym. Wykonuję marszobiegi, jeżdżę na rowerze, ćwiczę też na siłowni, sali i basenie. Jest to jeszcze okres kiedy wykonujemy dużo treningów ogólnorozwojowych. Na specjalistyczne treningi na rowerze przyjdzie czas, gdy wyjedziemy na zgrupowanie wysokogórskie do Sierra Nevada.

ICE: Czy masz jakąś ulubioną dyscyplinę (oprócz kolarstwa oczywiście), którą chętnie uprawiasz w okresie zimowym, czy raczej wszystko oprócz roweru to przymus :) ?

Paula: Zima jest pod względem treningów bardzo ciekawa, ponieważ uprawiam różne dyscypliny. Duży nacisk kładziemy na czas treningu, więc dobrze, że mam do dyspozycji też inne sporty. Dzięki temu nie ma monotonii i łatwiej jest zmobilizować się do ciężkiej pracy. Na zgrupowaniach zimowych zdarza się, że trenuję dziennie nawet do 5 godzin. Lubię różne sporty, a z tych „poza-rowerowych” chętnie pływam, jeżdżę na rolkach i gram w gry zespołowe.

ICE: W jednym z wywiadów przeczytałem wypowiedź trenera Piątka o Tobie - "Potrafi zacząć zajęcia o godzinie 5.15, by o ósmej być na uczelni.". Ciężko łączyć naukę ze sportem ? choć jak widać Ty łatwo nie odpuszczasz.

Paula: Czasem rzeczywiście jest ciężko, zwłaszcza gdy zajęcia na uczelni są przez cały dzień. Wtedy preferuję trening wcześnie rano niż po całym dniu, kiedy jestem zmęczona. Bardzo chcę połączyć kolarstwo i studia, bo sportu nie da się przecież uprawiać ciągle. I choć chciałabym związać się z kolarstwem na dobre, to zawsze dobrze jest też mieć inną możliwość w życiu.

ICE: W informacjach o Twoim hobby pisze m.in. zbieranie gadżetów z krowami. Przyznam, że dość oryginalne zajęcie, skąd to zamiłowanie do krów ?

Paula: Nawet nie pamiętam kiedy, ani jak to się zaczęło. Po prostu lubię maskotki w kształcie krowy, breloki i inne gadżety. Ale do krów w naturalnej wersji nie mam już takiego zamiłowania.

ICE: I na koniec, czy już znasz daty pierwszych startów ? gdzie i kiedy będziemy mogli zobaczyć Cię w akcji ?

Paula: Pierwszy ważny start to Puchar Świata w RPA, który odbędzie się 17 marca. Wcześniej wystartuję w jednym wyścigu podczas zgrupowania w Hiszpanii, żeby przetestować sprzęt i swoją dyspozycję. Potem będą kolejne edycje Pucharu Świata, Puchar Polski. Pierwszą główną imprezą sezonu będą czerwcowe Mistrzostwa Europy w Moskwie.


Dziękujemy za wywiad i życzymy powodzenia !